SUMMERVIBES

I nagle wczoraj tak mi zapachniało wakacjami, oranżadą, rolkami. 

Chwilę po zmroku, wyszłam na balkon i usłyszałam dźwięki czystej i niczym nie zmąconej młodości. Hałas przekrzykiwań, śmiechu, muzyki puszczanej z telefonu. Gdybym podeszła bliżej pewnie poczułabym obce zapachy nastoletniego potu i adrenaliny. Słodki zapach jej perfum z C-True i  ostry  jego porządania. Pewnie siedzieli na ławce, pluli przed siebie i palili papierosy. On był odważny, więc pił piwo.
Siedzieli po nocy, razem siedzieli. Marnowali czas, gadali głupoty. Oddychali sobą, śmiali się i wrzeszczeli.

Babcie w oknach marszczyły brwi, matki czekały na ich powrót nie mogąc zasnąć.


A oni byli, byli tam sobą, byli wiosną i nastolatkami byli.
I myśmy też kiedyś byli.

 

DrukujE-mail

NIE PRZECZYTAM W TYM ROKU 152 KSIĄŻEK

Wszak przyjęło się w świecie, że czytanie uszlachetnia. Przerzucanie stronic książek jest wyrazem inteligencji, dojrzałości, a może nawet mądrości. Krzyczą slogany, przekonują akcje społecznościowe - Czytaj Polaku! Czytaj Polko! (...) a staniesz się lubiany albo nawet zwiększysz swoje szanse na sex!

Zapomina się jednak, że samo czytanie to jeszcze nie klucz do sukcesu – zależy bowiem, co się czyta.

Książka książce nie równa. Weźmy na przykład taką Katarzynę Grocholę. Poczytna pisarka, liczba sprzedanych egzemplarzy plasuje ją w czołówce polskiej literatury kobiecej. Jednak wysiłek intelektualny włożony w przeczytanie jej książki równy jest oglądaniu M jak miłość. Nie trzeba myśleć, wystarczy wodzić oczami.

Inaczej jest z literaturą ambitną Paula C – wszyscy wiecie o kim piszę, wszak cytaty jego światłej myśli opiewają facebookowe tablice każdego dnia. Wysiłek jest tu ogromny, człowiek się spina, zaciska zęby i powstrzymuje wymioty… aby dobrnąć do końca książki i odhaczyć na liście przeczytanych. Co to wnosi? A no niewiele poza poczuciem, że się zmarnowało kilka godzin życia.

Piszę to wszystko dlatego, że śledzę hasztagi akcji czytania 152 książek w roku. Widzę co tam króluje i serce mnie boli. Mimo że akcja ma kilka zalet:  przesuwa kurz w miejskich bibliotekach, oprócz cycków można obejrzeć na instagramie okładki książek, a może nawet wzrośnie wskaźnik book per persona. To jednak organizatorzy zapomnieli, że CO SIĘ CZYTA ma duże znaczenie.

Jakość powinna wygrywać z ilością. Słaba literatura jest słaba. Tak samo jak słaby film jest słaby. Forma pisana nie czyni steku bzdur czymś wyjątkowym.

Bo wiecie… przyjdzie taki jeden z drugim, co przeczytali 152 x Meyer, Piekarę i Witkowskiego, pochwalą się "erudycją...." a jak głupi byli tak pozostali.

Jako inspiracje polecam zestawienie najlepszych i najgorszych książek 2015 roku Magdaleny Miecznickiej i Piotra Kofty w Radiowej Dwójce - audycja jest tu.

 

 

DrukujE-mail

NA SZCZĘŚCIE DZIŚ SOBOTA

Mam przyjaciółkę, mądrą, ambitną dziewczynę. Studiuje prawo na dobrej warszawskiej uczelni. Jest na IV roku. Szuka pracy w zawodzie, w kancelarii. Ma niewielkie doświadczenie. Poszła na rozmowę o pracę. Szklany biurowiec, przystojny pan mecenas. Ciekawie mówi o pracy. Opowiada i opowiada… będzie tworzyć proste pisma procesowe, odpowiadać za kontakty z sądami i urzędami, pomagać starszym pracownikom, nie będzie parzyć kawy, będzie miała wielką szansę rozwoju i pozna mądrych ludzi. Ta rewelacyjna oferta okraszona jest wynagrodzeniem 500 zł miesięcznie… hip hip hura ucieszy się studentka! Hip hip hura mam pracę w kancelarii i nawet mi za nią płacą.

Bo jednak najczęściej nie płacą.

Sama przez to przeszłam. Wywalone w kosmos kancelarie, z ego panów mecenasów większym niż stany ich kont… Nie płacące nic, wymagające wszystkiego. Moja inna koleżanka przeszła 3 etapy rekrutacji, w tym dwa w języku obcym, żeby dowiedzieć się, że faktycznie te 1800 zł z ogłoszenia dostanie – ale po pozytywnie zakończonym 6 miesięcznym bezpłatnym okresie próbnym.

Po 10 takich rozmowach student nie widzi wyjścia. Idzie do pracy za 3,90 zł za godzinę. Tłumaczy sobie, że jak zdobędzie trochę doświadczenia, to znajdzie coś lepszego. Odrobi swoje, tak jak my wszyscy, a później będzie kimś. Straci czas, straci kilka wykładów, rok studenckiego życia i odrobinę godności tylko po to, żeby na aplikacji dostać 1280 brutto.

Szacunek do pracodawcy, który nie szanuje pracownika- nie istnieje. Może istnieć strach, a może przyzwyczajenie. Jednak relacja polegająca na zaufaniu i rzetelnej współpracy nigdy. Najgorsze jest to, że studenta nikt nawet nie zamierza szanować, bo po co. Był, poszedł, zapomnieli. O czynniku zwyczajnie ludzkim nie ma tu mowy.

Mam nadzieję i chyba będę się za to modlić, byśmy za kilka lat będąc po tej drugiej stronie biurka. pamiętali jak to było zaraz po studiach. Żeby w każdym pracowniku widzieć ile można dzięki niemu zyskać, a nie to ile można na nim zaoszczędzić.

NA SZCZĘŚCIE DZIŚ SOBOTA.

DrukujE-mail

TAKA ZE MNIE SWOJSKA DZIEWCZYNA

Zanim zaczniesz czytać wprowadź się w odpowiedni nastrój klikając tu.

Wczoraj na siłowni doznałam olśnienia. Błysk, trach, gromy z nieba, gwiazdki nad głową i fanfary! Nie, nie spadłam z bieżni. Włączyło mi się disco polo na ipodzie...

Usłyszałam znajome dźwięki "Magiery". Rozkręcałam się razem z rytmem gitary. Gdy Sławomir dochodził do refrenu pot spływał mi po twarzy, a orbitrek ledwo trzymał się podłogi. Jak mogłam wcześniej tego nie odkryć?! Później była sesja z Zenkiem, jeszcze bardziej owocna w moje zmęczenie. Uwieńczeniem maratonu byli chłopcy z Figo Fagot. Takiego dystansu to ja nigdy dotąd nie zrobiłam!

Naprawdę nie rozumiem, dlaczego nie wpadły na to jeszcze Chodakowska, Lewandowska i inne "owskie" od fitnessu. Przecież nawet psa szkoli się treningiem pozytywnym - poprzez kojarzenie przyjemnych bodźców. Disco Polo przypomina imprezy, imprezy kojarzą się z wakacjami, a wakacje z ładnym wyglądem.

Wszyscy tacy jesteśmy elokwentni, oczytani, wygadani. Jemy razowe kanapki z jarmużem, pijemy wodę koksową i wiemy wszystko o oleju palmowym. Jeździmy holenderskimi rowerami, hodujemy rasowe bezpańskie koty, czytamy S.J. Leca i potem strzelamy z rękawa „swoimi” nieuczesanymi myślami, na wakacje jeździmy do Tajlandii... najlepiej stopem.

A kiedy zapada noc, upalna noc lipcowa… kiedy drinki zaczynają się kończyć, a zabawa zaczynać – wtedy wszyscy śpiewamy „Ona tańczy dla mnie” i jemy hot dogi z Orlenu.

Więc na siłowni będę sobą. Będę swojską dziewczyną i będę bardzo głośno słuchać Zenka. Niech gadają.

DrukujE-mail