DOMYŚL SIĘ

Wczoraj usiadłam na kanapie i zaczęłam się żalić. Wszystko było lekko męczące, więc powodów do żalu było mnóstwo. Październik w sierpniu mocno mnie zasmuca.
Potok słów był obłędny. W moim przypadku zawsze jest. Gadałam, gadałam, a on słuchał.

I kiedy ja kończyłam gadać, a on przytakiwać… Kiedy mi już prawie ulżyło i chciałam jeszcze tylko dodać, że w sumie to nie mam w co się jutro ubrać... On ni stąd ni zowąd, wyskoczył mi z jakimiś dobrymi radami. Pełen werwy mi proponował -więc zróbmy tak i tak! A potem jeszcze to i tamto!
W głowie zaczęła - mi migotać lampka. Hola, hola kolego! On mknął dalej- a ten problem rozwiążesz tak albo tak. Sama zdecyduj - wystarczy chcieć.Mruczę, kręcę głową, jego entuzjazm słabnie, delikatnie zmieniam temat. Bo jak wytłumaczyć, że nie chce rozwiązywać żadnego problemu i niczego robić? Ja chciałam po prostu się wygadać!

Jest to odwieczna zmora związków. Ona ciągle narzeka, on coś robi, reaguje. Ona nadal jest niezadowolona, a czasem nawet bardziej wkurzona. On nie wie dlaczego - przecież mówiła, że coś jej nie odpowiada, więc to zmienił.

Polega to bowiem na tym, że męskie mózgi nastawione są na unicestwianie przeszkód, szukanie rozwiązań. Podczas gdy kobiety przez wieki analizowały zagrożenia i skupiały się na robieniu zapasów na zimę, mężczyzna musiał umknąć przed pędzącym mamutem. Nie miał czasu na narzekanie- ojej jak ten mamut szybko biegnie… Może go poproszę, żeby biegł w inną stronę? Męski mózg miał radzić sobie z zagrożeniem w sposób natychmiastowy.

To dlatego, gdy Ty mówisz- jestem śpiąca, on odpowiada wypij kawę. Mimo że, Twoim zdaniem należyta riposta to pełne troski spojrzenie i cichym głosem: co się wydarzyło kochanie, że, jesteś zmęczona? Czy miałaś ciężki dzień?
W dzisiejszych czasach zmieniły się zagrożenia-zamiast mamuta jest marudząca baba-ale tendencje zostały takie same.

Pomyśl o tym, zanim kolejny raz wrzaśniesz – domyśl się

 

DrukujE-mail

FACEBOOK WPROWADZA NOWY PRZYCISK POLUBIEŃ - BRAŁBYM

Facebook wprowadza nowy przycisk polubienia – brałbym.

Cieszy Cię, kiedy stoisz na pasach, a przejeżdżający obok samochód zwalnia i trąbi. Czujesz się atrakcyjna, ważna. Albo gdy wystrojona idziesz po osiedlu, a panowie remontujący blok gwiżdżą na Twój widok. No przecież po to się tak ładnie ubrałaś i układałaś makijaż. A wtedy, gdy jesteś w klubie i ociera się o Ciebie obcy spocony facet? No przecież to znaczy, że mu się podobasz. To nic, że jest pijany, a Ty chcesz do domu.

Przemoc słowna wobec kobiet jest zjawiskiem powszechnym i akceptowanym.

Nie widzimy nic złego w sformułowaniu 'Fajna dupa' 'dobra niunia' 'niezła suczka'. Śmieszy Nas, kiedy ktoś mówi, że 'szarpałby jak Rekso szynkę'. Śmieszy, dopóki nie jesteśmy w ciemnej uliczce same i tych wybrednych żartów nie rzuca trzech podpitych kolesi.

Każdej z Nas zdarzyło się stać ofiarą seksizmu. Nie zastanawiamy się nad tym, jakim prawem obleśny facet może zwracać się do Nas jak do przedmiotu. Nigdy nie chcemy robić afery i ściągać na siebie łatki feministki. Tylko zastanówmy się drogie Panie, jakiego świata chcemy dla swoich córek?

Rewelacyjna kampania Everyday Sexism głośno zwraca uwagę, jak bardzo jesteśmy przyzwyczajone do naruszania swoich praw i jak nagminne jest to zjawisko.Portal stworzony został przez kobiety i dla kobiet, po to, aby dzielić się swoimi doświadczeniami z seksizmem, którego codziennie doświadczają w przestrzeni publicznej.W Internecie opisują schematy zaczepek, z jakimi stykają się w pracy, szkole czy na ulicy – przedstawiają często bardzo smutne historie, będące emanacją ogólnospołecznych uprzedzeń, stereotypów i przedmiotowego traktowania kobiet. Bracia Figo Fagot jakoś przestali mnie śmieszyć, gdy poczytałam te historie. Coś do mnie dotarło.

Pomyśl o tym, jak jeszcze raz się zaśmiejesz z niewybrednego żartu w Twoim kierunku. Pomyśl czy nie jesteś warta tego, aby ten samiec wysilił się trochę bardziej i powiedział, chociaż – ładny uśmiech. Będziemy żyć w takim społeczeństwie, na jakie się zgodzimy. A o nowej funkcji facebooka opowie Wam Abelard Giza TUTAJ.

 

DrukujE-mail

SINCE 2000

Sylwester 2000 to było coś. Miały stanąć radzieckie zegary, miały wybuchnąć bomby i miał być koniec świata. Pamiętam dokładnie, jak odchodził Jelcyn i młody Władimir podejmował urząd. Już wtedy miałam przeczucie, że wyjątkowy z niego gość.

Sylwester 2000 to było coś. Miałam 9 lat i zorganizowałam wielki bal. Przyszli moi najlepsi przyjaciele - Ola i Piotrek. Wszyscy byliśmy bardzo odświętni.Dom przyozdobiłam tysiącem serpentyn z bibuły, na ścianie zawisły wycięte z brystolu cyfry 2 0 0 0, a confetti (własnej produkcji z dziurkacza) można znaleźć było w czeluściach kanapy przez kilka kolejnych lat.

Muzyka również była wyjątkową. Płyty kupione na stadionie i kasety! zapewniały nam hity takie jak Fristajla faka maka daka (kto nie śpiewał ten lama), Ups I did it egejn, its maj lajf, lets get laud (moje ulubione) oraz Bal wszystkich świętych. Gusta mieliśmy wybredne. Zagłuszaliśmy swoim boomboxem sylwestra z jedynka, którego oglądali rodzice. Przysięgam, że prowadził go Artur Orzech! 

Miałam poczucie misji -przecież to jubileusz, feta i harmider! Wymusiłam na Mamie przygotowanie wykwintnych przekąsek -przysmak świętokrzyski vel. Krateczki, popcorn (z pateli, nie z mikrofali), gumy balonowe na rolce oraz kanapki z kiełbasą podwawelską. Wszystko popijaliśmy Pikolo. Nie uwierzycie, ale bez alkoholu też można się świetnie bawić!

Na tę okazję wystroiłam się, najlepiej jak umiałam. Podkradłam siostrze czerwoną jeansowa spódniczkę. Do tego dobrałam bluzkę w odcieniu bordowy kameleon. Zmieniała kolor w zależności od kąta padania światłą. Była piękna. oj tak. Włosy miałam zrobione na goferki i podpięte spinką z kokardką, którą tego wieczoru zgubiłam.  Był też makijaż wykonany błyszczykiem z Trzynastki! Czułam się taka dorosła, kupiłam Trzynastkę chociaż miałam tylko 9 lat...

Sylwester 2000 to było coś. Nie stanęły radzieckie zegary, nie wybuchły bomby atomowe ani nie skończył się świat. Myśmy dorośli, bluzka kameleon wypłowiała, błyszczyk z Trzynastki wysechł, a ja wiem, że po Freestalyer jest... rock in the microphone.

DrukujE-mail

CIUT CIUT I JESZCZE

Zdarzyło mi się pewnego razu ciut za długo parkować w galerii handlowej. Manewrowałam sobie wesoło, kręcąc kierownicą raz w prawo, za chwilę w lewo i znów w prawo, gdy obok mnie pojawił się Chłop.

Chłop to był nie stary, po 30tce pewnie. Utulony w puchaty pokrowiec fotela w swoim złotym oplu. Chłop zerkał na mnie, przyglądał się i mruczał. Już czułam jak zimny pot płynie mi po plecach. Chłop tłustymi palcami stukał w kierownicę. Zielona zapachowa choinka pod jego lusterkiem, machała się w tym samym rytmie. Sekundy mijały, a ja spokojnie mowiłam do siebie – jeszcze chwilka, trzy skręty w lewo i będziesz zaparkowana.

Udało się! Zadowolona zgasiłam silnik. Opel chłopa zbliżył się niebezpiecznie. Okno się uchyliło. Zza szyby wychylił się chłop typowy, bez szyi, ale za to ze złotym łańcuchem.

Uśmiechałam się nadal, ale on jakby nie podzielał mojego entuzjazmu.

Wreszcie odezwał się – „Jak się nie umie jeździć samochodem... to się jeździ rowerem he he he he” (....) „hue he he hue” Parking ogarnęło jego rżenie. Był tak niesamowicie podniecony swoją erudycją, że śmiał się dobre trzy minuty. A w mojej głowie wojna. Wszystkie myśli pędzą w poszukiwaniu ciętej riposty. Przypominam sobie teksty, którymi raczyło się kolegów w gimnazjum. Co odpowiedzieć chłopu?! Mam już na końcu języka – Twoja stara – jako uniwersalną puentę gimbazy, gdy mój mózg trafia na górę złota. Uśmiechnęłam się przepięknie i  z rozkoszą odpowiedziałam: "Ma Pan coś między zębami."

Zakupy były udane.

Miłego dnia Kochani.

zdjęcie -stąd

DrukujE-mail