ZŁE DOBREGO POCZĄTKI / SMALL TOWN GIRL

Pół roku temu wywróciłam swoje życia do góry nogami. W przeciągu 2 tygodni podjęłam decyzje o zmianie pracy i przeprowadzce. Niby nic wielkiego – nie wyjechałam do Kambodży… porzuciłam pracę w korporacji na rzecz kancelarii zatrudniającej 3 osoby, a milionową Warszawę na 50 tysięczne miasteczko. Zmiany były nagłe i ciągle mi się wydawało, że ten pośpiech nas zgubi. Nie zgubił – pomógł.

Zmieniłam dzień, w którym wstawałam o 5.45, wychodziłam do pracy o 6.45, a wracałam o 19.00

na

dzień, w którym wstaję o 7, idę do piekarni, a w pracy jestem i tak o 7.55. Do domu wracam o 16.30, bo zachodzę na ryneczek po warzywa.

Zabij w sobie ktosia

Szybkie decyzje mają taką zaletę, że nie masz kiedy się nad nimi zastawiać. A ja rozmyślam nad wszystkim. Kiedy zakiełkował pomysł przeprowadzki, w mojej głowie pojawił się najgorszy wróg. Ktoś i wszyscy – sąsiadka, nauczycielka z podstawówki i daleka kuzynka. Takie tam wyznaczniki dobrej decyzji ☺ Jak zasypiałam to słyszałam: przecież wszyscy uznają to za porażkę, przecież ktoś powie, że mi w tej Warszawie nie wyszło i dlatego wracam, przecież ktoś już tak zrobił i żałował. Nikt tak nie powiedział. A co lepsze usłyszałam wiele gratulacji i słów zazdrości, że się wyłamaliśmy. Ktosia zabiłam raz na zawsze.

Będziesz ze wsi

Może nie tak bardzo ze wsi, jak można, ale jednak. Zawsze mówi się, że większe miasto to większe możliwości. W naszym przypadku możliwości zawodowe są podobne. Porzuciłam korporację i nie powiem, że nie brakuje mi picia kawki z Costy i plotek w kantynie. Ale teraz pracuję z ludźmi, którzy mają czas na kawkę i plotki po pracy, a nie w biegu z laptopem w ręku. Jeśli chodzi o inne perspektywy to brakuje mi jedynie dobrej włoskiej knajpy, wszystko inne mam. A co lepsze mam czas na korzystanie z tych przyjemności.

Stolyca kultury

Przykładowo, w październiku w mojej mieścinie odbyły się: 9.10 stand up – Zenon Laskowik, 13.10 – spektakl teatralny Żona do adopcji, 16.10 koncert Marcina Wyrostka, 18.10 – koncert Grzegorza Turnaua i Andrzeja Sikorowskiego 24.10 – koncert Vivat Opera Opery Lwowskiej. Wzięłam udział w 4 wydarzeniach co oznacza, średnio jedno wyjście tygodniowo. Na bilety wydam dokładnie 168 zł. A wiecie ile razy byłam przez okres styczeń – kwiecień w teatrze i na koncercie mieszkając w Warszawie? Podliczyłam – 5. Wracając z pracy o 19 i mając wybór, zjeść i poczytać książkę, albo jechać godzinę do teatru, żeby wrócić do domu o 23, wolałam jeść i czytać. No tak mam, że lubię kiedy mi wygodnie, co poradzisz.

Miasto starych ludzi

Tu się przyznam bez wykrętów. Brakuje mi poznawania nowych osób. Niewiele mam ku temu możliwości, ale bardzo się staram. Zacieśniliśmy za to relacje z dawnymi przyjaciółmi. W końcu czuję, że mam z nimi bliski kontakt. Resztę znajomości utrzymuję przez facebooka i maile – nie odczuwam tu znacznej różnicy, bo zawsze tak było. Teraz jest łatwiej wyjść na godzinkę do znajomych, bo jeśli plan zakłada powrót o 22 to wystarczy wyjść od nich o 21.50, a nie o 20.30 :) A wiecie jak to jest z trzymaniem się planów, gdy mąż wypije dwa piwa… :)

Wszędzie może być dobrze. Teraz jestem tego pewna. Wystarczy spróbować i albo zawrócić, albo zostać – to proste.

comments

DrukujE-mail