Faza przejściowa

Wszystko w życiu jest fazą przejściową. To, że siedzę teraz przy tym biurku, to że spaceruję z psami tymi ulicami, a nawet to, że czekam na coś, co zdaje się nigdy nie przyjść.
Z zasady jestem wielką optymistką. Powtarzam, że szczęścia mam w życiu więcej niż rozumu. A to na co pracuję zazwyczaj zwraca się z nawiązką. Lubię planować jak uczczę sukces, gdy już go osiągnę. Celebruję nowe początki. Tysiące razy próbuję, uczę się, startuję. Bo wszystko jest fazą przejściową – ciężka praca i famfary też.

Dlatego teraz, gdy wylądowałam w fazie, na którą nie mam wpływu. Gdy coś czego chcę z całych sił jest poza zasięgiem, zaklinam wszystkie mądre fazy przejściowe i... chcę tu i teraz. Nie jestem zainteresowana radosnym oczekiwaniem, stoicyzmem czy płynięciem z prądem.
Zawsze jest tak, że im bardziej nie możesz czegoś mieć, tym bardziej wariujesz i starasz się zrobić wszystko, żeby to dostać. Dlatego mężczyźni zdobywają kobiety, a na rozmowach o pracę zachwycamy sami siebie. Instynkt łowcy, albo adrenalina. Jak zwał, tak zwał – wszyscy to znamy. Wzbijamy się na wyżyny własnych umiejętności, tylko po to, żeby zdobyć upragniony cel.
A ja mam aktualnie i jedno i drugie. Tylko ten cel jest tak okrutnie daleki, tak słabo go widzę, że coś we mnie pęka.

Ale wszystko w życiu jest fazą przejściową i kiedyś mija. Prawda? To, że łzy kapią mi na klawiaturę też minie. I mój cel się ziści.

comments

DrukujE-mail