PAMIĘTAM TO DOKŁADNIE

Pamiętam to dokładnie. Było wczesne lato, Lasek Jednaczewski. Mieliśmy po naście lat i jedynym środkiem lokomocji były rowery. To były czas Grona, o Facebooku coś tam już słyszeliśmy, słowo Instagram brzmiało wciąż jak zaklęcie.

Kiedy zamykam oczy widzę nas na kocu, takim brązowym w kratkę. Pamiętam jak później ten koc dokładnie wytrzepywałam z mokrej trawy, źdźbła oblepiały włókna. Czyściłam każdy kawałeczek, żeby mama nie zorientowała się, że znów brałam jej „dobry koc”. Siadaliśmy pod drzewem – nie odróżniam gatunków, ale gotowa jestem przyrzec, że to była wierzba. Była potężna, mocno powyginana. Jakby musiała udźwignąć tysiące takich zakochanych par jak my, i każda ich historia jak tatuaż odbiła się na jej korze.
Siedzieliśmy na tym kocu i się śmieliśmy. Ze wszystkiego. Z głupich słów, z zezowatych spojrzeń, z kształtu chmur. Śmiech z emocji, albo z hormonów – różnie na to mówią. Potem się całowaliśmy, a później - znów przychodziła głupawka. Nie było trudnych rozmów, żadnych deklaracji. Kto by zajmował się takimi bzdurami. Z pod koca przebijały się twarde chwasty, a wiatr plątał mi włosy. Zawiewały na twarz, przyklejając się do malinowego błyszczyka. Nie robiliśmy zdjęć, bo niby czym. Zamiast tego rysowaliśmy palcami po wewnętrznych stronach swoich dłoni. To trochę łaskocze, a trochę uwodzi.

Gdy robiło się chłodno, odklejaliśmy się od siebie i zbyt wolno wracaliśmy na rowerach. Trzymaliśmy się za ręce – albo on mnie ciągnął, gdy nie chciałam pedałować pod górkę.
Pamiętam to dokładnie. I uwierzcie, że to jest najpiękniejsze wspomnienie. Nie, egzotyczne wakacje, nie podniosłe chwile, nie luksusowe SPA i nie wielkie słowa. Tylko ta wrzynająca się w tyłek trawa, gdy mieliśmy po 16 lat.

 

comments

DrukujE-mail