PANI ELA Z BIEDRONKI



Chciałabym opowiedzieć Wam o pewnej Pani. Nazwijmy ją Panią Elą. Poznałyśmy się w Biedronce. Ja robiłam zakupy, ona siedziała na kasie. Jedną z rzeczy, którą kupiłam była książka. Do ostatniej chwili wahałam się, czy ją wziąć, bo autor "znany jest nie z pisania", a to często źle wróży. Oprócz tego miałam w głowie, że w domu w kolejce czeka stosik lektur. Pani Ela z szerokim uśmiechem powiedziała - "Weźmie Pani. Nie trzeba lubić Kolskiego, żeby dać się porwać. To jest bardzo mądra książka. Czyta się bajkę, a potem się płacze. Trochę jak u Terakowskiej. Czytała Pani którąś jej książkę? Wczoraj skończyłam czytać Kolskiego.. Bardzo polecam". Wryło mnie. Tak totalnie. Pani z kasy w Biedrze specjalistą od literatury-tego jeszcze nie grali.

Za kilka dni Pani Ela zagadnęła mnie pytając jak lektura. Zgodnie z prawdą powiedziałam, że jeszcze się nie zabrałam do ostatniego nabytku. Od słowa do słowa pani Ela poleciła mi jeszcze kilka pozycji z oferty Biedronki. Mówiła to, jednocześnie wbijając cenę na worki na śmieci i podając koleżance kod na cukierki. Sytuacja mocno zaskakująca - Pani na kasie opowiada o tym, co dobrego wypożyczyła z osiedlowej biblioteki i że ona, tak jak ja, rozmiłowuje się w literaturze dla brzmienia słów. Nie czyta historii, nie liczy się fabuła. Piękny język - to jest jej wyznacznik dobrej literatury.

Wróciłam do domu. Chwyciłam zakupioną książkę Kolskiego. Pani Ela miała rację-dwa wieczory i miałam to za sobą. Było ciężko, bo to jest książka z tych, przez które wszystko wydaje się do dupy. Myślisz o tym, jak puste i pozbawione celu jest życie korpoludzia... Ale potem wyciągasz wnioski i uśmiechasz się do słońca.
Biedronka, w której pracuje pani Ela jest "moją" osiedlową. Odwiedzam ją często, więc z utęsknieniem rozglądałam się idąc do kasy. Weszło mi to w nawyk. Miło mi było powiedzieć Dzień dobry Pani Elu! Kto mnie zna ten wie, lubię rozmawiać z ludźmi.
Któregoś razu, gdy już uznałam, że jesteśmy zakolegowane, zapytałam ją - Pani Elu Droga, Pani się marnuje na tej kasie, Pani jest taka mądra, Pani może mieć lepszą pracę. Co Pani tu jeszcze robi? Przecież Pani może mieć w życiu coś więcej.

Spojrzała na mnie smutno, a mi zrobiło się wstyd. Tak strasznie wstyd. Tak jak wtedy, gdy w drugiej klasie powiedziałam, że kolega rzucił we mnie piłką, a on dostał od mamy wielkie lanie. Tylko ja i on wiedzieliśmy, że żadnej piłki nie było... Taki palący, upokarzający wstyd. Pani Ela podliczyła moje zakupy bez żadnego słowa. Myślałam, że umrę, gdy wystukiwałam PIN.

Na koniec, gdy już odchodziłam, nie wytrzymałam i zaczęłam przepraszać... Pani Elu, ja nie chciałam, to nie miało tak zabrzmieć. A ona się tylko uśmiechnęła i cicho powiedziała - Nie oceniaj książki po okładce. A człowieka po pracy. Nie wiesz, co się kryje w jego historii i dlaczego jest tu, gdzie go zastałeś. Do widzenia.

Poryczałam się. Zabolało. Głupia ja.

*Książką, o której mowa jest "Jańcio Wodnik i inne nowele" Jana Jakuba Kolskiego. Polecam.

comments

DrukujE-mail