VATEM OD SUKCESU JEST HEJT


Kiedyś przeczytałam, że VATem od sukcesu jest hejt. Pamiętam jaką mi to wyryło w głowie dziurę. Nie wierzyłam, że faktycznie zazdrość może decydować o relacjach. A może, i decyduje. Taka jest prawda.

Ostatnio napisałam ten wpis. Pełen optymizmu i dobrej energii. Podzieliłam się swoją radością z tego, że zmieniłam pracę. Napisałam jak bardzo się z tego cieszę. Na zmianę pracy nałożyła się też zmiana stylu życia, większa troska o to jak gospodarujemy czasem. Od około dwóch miesięcy staram się regularnie ćwiczyć i pilnować diety. Mam cel, żeby poczuć się lepiej w swoim ciele i bardzo staram się go zrealizować. Nie tracę wiary, bo idzie mi dobrze. Dodatkowo dostałam dofinasowanie na studia, przymierzamy się do budowy domu i mam czas chodzić na paznokcie  - wszystko idzie naprawdę dobrze.

Nie piszę tego, żeby się chwalić. Piszę Ci o tym jak o rzeczach, które się wydarzają. Mam dobry czas, dobrą energię. Jeszcze pół roku temu tak nie było - żarłam knopersy i stałam na granicy nerwicy. Zmieniłam to SAMA i jestem dumna.

Już tłumaczę, dlaczego Ci o tym opowiadam. Chodzi mi właśnie o ten podatek od szczęścia. Muszę swoje zapłacić, nie może być za dobrze. Ktoś musi mi to wytknąć, ktoś przemilczeć. Najgorsza jest właśnie ta cisza, kiedy mówi się o tym, że jest dobrze,  a słyszysz się tylko „aha”. Nie oczekuję klepania po plecach, jednak miło by było usłyszeć, że ktoś we mnie wierzył, że to nie przypadek, że coś mi się udaje. Do tego dochodzi masa argumentów i licytowania, że zaraz coś się zepsuje, albo, że inni jednak mają lepiej…. a ja się głupia cieszę.

Odkąd chodzę na siłownię dużo o tym gadam. Taki mam sposób – przekrzykuję swoje lenistwo. Dlatego kiedy opowiadam o swoich osiągnięciach, o tym, że  schudłam już 2 kg, a w odpowiedzi słyszę, że i tak zaraz mi się znudzi ten sport... to zwyczajnie mam chęć odwrócić się na pięcie i odejść. To nic, że ten kto krytykuje ma 1000 argumentów na poparcie swojego lenistwa. Łatwiej niż pójść robić tyłek razem ze mną, jest mnie w niego kopnąć.

Moja praca nie jest jakimś niesamowitym sukcesem. Mam w planach większe. Jednak dla mnie jest dowodem, że mogę dużo i wszystko zależy od mojej woli. Ci, którzy mówią „i tak Ci się odechce” nadal są tam gdzie byli, a ja mimo że lekko zmęczona, jestem już dwa kroki dalej.

Jednak swój podatek od szczęścia płace. Ten VAT to zerwane relacje, niechęć i trudności w zaufaniu.
Kiedy jesteś w biedzie i źle ci się wiedzie, to jakoś tak ludziom łatwiej jest wytrwać u twego boku. Ostatnio myślę o tym, że takich, z którymi chcę świętować swoje dobre momenty jest garstka. Kiedyś musiałabym kupić 3 skrzynki szampana, dziś kupię jedną butelkę. Niech hejterzy i krytykanci obejdą się smakiem.

comments

DrukujE-mail