GDZIE JEST MOJE ZEN?

Gdyby ktoś mnie spytał, w czym jestem naprawę dobra, bez wahania odpowiedziałabym, że w początkach. Od roku nie robię nic innego, jak zaczynam od nowa. Swoje życie, swoją pracę.
Gdy nadchodzi pomysł i uda mi się szybko stworzyć plan jego realizacji… jest sukces. Czuję się wówczas zen. Spełniona, jak słońce o poranku, które czuje, że jego sens to wschody. Energia początku nosi mnie, daje dumę i siłę. W swojej głowie jestem już mistrzynią tego nowego, artystką spełnioną. Łapie mnie myśl, że pod moim oknem powinno stać kilku paparazzi i robić zdjęcie mojej idealnej postaci realizującej nowe ja.

Od nowa zaczynam pisanie tego tekstu po raz piąty. Od nowa zaczynam książkę, którą już przeczytałam. Od nowa zaczynam szukanie pracy idealnej. Od nowa zaczynam naukę jogi. Od nowa zaczynam zdrowe odżywanie. Od nowa zaczynam dietę. Od nowa zaczynam przyjaźnie.

A potem mi się odechciewa. Odchodzi sukces, wracają wątpliwości. Nie ma zen i nie ma paparazzi. Jest ogromne zwątpienie i rezygnacja – czy znów chybiłam.
Z każdą taką próbą poddaję się jakby mocniej. Mniejszy jest entuzjazm i mniej we mnie wiary w swoje możliwości. Ile można ufać sobie, gdy wiadomo, że będzie rozczarowanie? Zanim po raz setny w tym roku machnę ręką na swoje zasady, powtórzę głośno i wyraźnie - nie poddam się łatwo.

Od słów do realizacji – mam nowy cel.

comments

DrukujE-mail