GRAŻYNA WYCHODZI Z DOMU...

Ostatnio publicznie przyznałam się, że szukam przyjaciół. TU.

Dlatego, żeby nie pozostać gołosłowną, postanowiłam odświeżyć dawne, lekko zakurzone znajomości.
Odezwałam się do, dajmy na to, Grażynki. Miła z niej była dziewczyna, bardzo towarzyska. Wstukuję więc na klawiaturze: 
– Cześć Grażynko, jak leci, tyle lat, co tam u Ciebie. 
– Koty, pieski, działka, mąż. Odpisuje mi w mgnieniu oka.
Na wstępie zostaję uraczona historią o szpakach, które zjadły jej w tym roku czereśnie i powoli zaczynam przysypiać, jednak nie poddaje się. Każdy ma jakąś pasję. Nie skreślę Grażynki tylko dlatego, że lubi sadownictwo. Po za tym jest miła – pyta też co u mnie. Opowiadam w pięciu słowach i przechodzę do sedna. 
– Grażynko, a może byśmy się spotkały? Wyskoczmy na miasto, na jakieś piwo czy wino, a jak będzie dobre flow, to może nawet na wódeczkę? 
Grażynka wysyła uśmiechniętą paszczę – zawsze uśmiechnięta paszcza i zero komentarza wzbudzają mój niepokój, więc i tym razem czekam, co będzie dalej. Wreszcie odpisuje coś więcej poza żółtą emotikoną. 
– Nie piję raczej alkoholu, więc może kawa? 
– Kawa? No bingo Grażynko, jasne pójdźmy na kawę. 
Nie piję kawy, ale co z tego, przecież nie będziemy się licytować, że może w takim razie zielona herbata…. 
– Grażka, to kiedy Ci pasuje? Jutro? 18? 
W odpowiedzi znów pojawia się złowieszcza, uśmiechnięta mordka. Ręka mi drży, rajstopy zaczynają swędzieć, a po nodze chodzi komar. Grażynka pisze, że ona w sumie to może się spotkać, ale od poniedziałku do piątku i od 16 do 18. Trochę mnie to dziwi, ale nie, no jasne dostosuje się. 
– A co, studiujesz wieczorowo? Rzucam najsuchszym sucharem, jaki mam pod ręką. 
– Nie. Po prostu o 18 mój mężczyzna wraca z pracy i spędzam z nim czas. 
I w tym momencie kubek wypada mi z ręki, herbata rozlewa się po całym biurku – nie zalewa jednak telefonu… a szkoda, zalałby się i nie mogłabym nic odpisać. Walczę ze sobą, ale nadal żartem odpisuję: 
– Ha, ha, ha! Grażka, ale co wy od tej 18 robicie z chłopem? Dzikie orgie? 
W ripoście znów uśmiechająca się paszcza. Jak się jej tak przyglądam, to zaczynam widzieć w tym uśmiechu nienawiść. Mówię Wam, przyjrzyjcie się kiedyś. 
Chwilę później Graża zaczyna się tłumaczyć: 
– Nie, to nie tak. Kiedy wraca mój ukochany razem staramy się wykonywać obowiązki domowe. Wiesz pranie, sprzątanie i takie tam. Oglądamy też telewizję i chodzimy na spacery. Ukochany lubi spędzać ze mną czas i dużo mi pomaga. 
– Aaaaaa – wystukuję elokwentnie – czyli prasujecie sobie razem, a w tle leci M jak Miłość. Super zazdroszczę! Muszę lecieć Grażynko, odezwę się jeszcze kiedyś. 
W odpowiedzi Grażynka posyła mi – kto zgadnie, co?

Dlatego prostuję moje ogłoszenie matrymonialne – szukam przyjaciół. Potencjalny kandydat musi mieć wolną wolę i mózg. Całą resztę wytrzymam.

Ps. Ja się tak mądrzę, bo mój chłop wraca o 20! Czyli wychodne mam między 16 a 20! Mam tyle wolnego czasu, że nie wiem, do której Biedronki pojechać… Kumacie?

comments

DrukujE-mail