NIE PRZECZYTAM W TYM ROKU 152 KSIĄŻEK

Wszak przyjęło się w świecie, że czytanie uszlachetnia. Przerzucanie stronic książek jest wyrazem inteligencji, dojrzałości, a może nawet mądrości. Krzyczą slogany, przekonują akcje społecznościowe - Czytaj Polaku! Czytaj Polko! (...) a staniesz się lubiany albo nawet zwiększysz swoje szanse na sex!

Zapomina się jednak, że samo czytanie to jeszcze nie klucz do sukcesu – zależy bowiem, co się czyta.

Książka książce nie równa. Weźmy na przykład taką Katarzynę Grocholę. Poczytna pisarka, liczba sprzedanych egzemplarzy plasuje ją w czołówce polskiej literatury kobiecej. Jednak wysiłek intelektualny włożony w przeczytanie jej książki równy jest oglądaniu M jak miłość. Nie trzeba myśleć, wystarczy wodzić oczami.

Inaczej jest z literaturą ambitną Paula C – wszyscy wiecie o kim piszę, wszak cytaty jego światłej myśli opiewają facebookowe tablice każdego dnia. Wysiłek jest tu ogromny, człowiek się spina, zaciska zęby i powstrzymuje wymioty… aby dobrnąć do końca książki i odhaczyć na liście przeczytanych. Co to wnosi? A no niewiele poza poczuciem, że się zmarnowało kilka godzin życia.

Piszę to wszystko dlatego, że śledzę hasztagi akcji czytania 152 książek w roku. Widzę co tam króluje i serce mnie boli. Mimo że akcja ma kilka zalet:  przesuwa kurz w miejskich bibliotekach, oprócz cycków można obejrzeć na instagramie okładki książek, a może nawet wzrośnie wskaźnik book per persona. To jednak organizatorzy zapomnieli, że CO SIĘ CZYTA ma duże znaczenie.

Jakość powinna wygrywać z ilością. Słaba literatura jest słaba. Tak samo jak słaby film jest słaby. Forma pisana nie czyni steku bzdur czymś wyjątkowym.

Bo wiecie… przyjdzie taki jeden z drugim, co przeczytali 152 x Meyer, Piekarę i Witkowskiego, pochwalą się "erudycją...." a jak głupi byli tak pozostali.

Jako inspiracje polecam zestawienie najlepszych i najgorszych książek 2015 roku Magdaleny Miecznickiej i Piotra Kofty w Radiowej Dwójce - audycja jest tu.

 

 

comments

DrukujE-mail