DROGI MIKOŁAJU

Drogi Mikołaju,

Jak to się stało, że przestałam na Ciebie czekać? Jeszcze wczoraj, gdy miałam 7 lat zbiegałam po drewnianych schodach nie mogąc zgadnąć, co zastanę w bucie. I uwierzcie mi lub nie, ale każdy znaleziony tam prezent był wart miliony dolarów.

Powiedz mi mój Drogi, gdzie popełniłam błąd? Przecież nie chciałam przestać w Ciebie wierzyć.
Ta wiara była słodka jak miód. Dawała mi tyle radości.

Dziś, drogi Mikołaju, ten dzień jest zwyczajny. Nie czekam na nic, trochę za bardzo się spieszę. Wypiłam drugą kawę. Zapomniałam naładować telefon. Nie ma magii i iskierek.

Dlatego jeśli pozwolisz, napiszę do Ciebie, czego życzę sobie w te Święta. To chyba żaden grzech mówić tak publicznie o upragnionych prezentach. Nie pragnę wiele – tylko przestać być tak do bólu dorosła, znów czekać na lepsze, wypatrywać spadających gwiazd i...  żeby w tym roku mama nie była taka zmęczona. Dasz radę?

Pozdrawiam.
Aga

 

DrukujE-mail

7 REKLAM ŚWIĄTECZNYCH, KTÓRE SKRADNĄ TWOJE SERCE

Święta to najpiękniejszy czas w całym roku. Rodzinne spotkania, biały śnieg, pyszne jedzenie, migoczące lampki - tego nie da się nie lubić. Trzeba jednak przyznać, że świąteczny klimat nie robi się sam. Specjaliści różnych dziecin skutecznie nas w niego wprowadzają. Całe sztaby ludzi pracują nad tym, byśmy czuli się w święta szczęśliwsi... i chętniej wydawali pieniądze. 

Najlepszym narzędziem budującym napięcie już od początku grudnia są reklamy telewizyjne. Kiedy rozpoczyna się ich emisja, jedyny raz w całym roku, zaczynam żałować, że nie mam podłączonej telewizji. Jednak od czego jest internet i do czego jestem ja! Oto zestawie 7 najlepszych reklam świątecznych.

MIEJSCE 7 

Nie powala mnie na kolana muzyka, efekty, czy aktorzy. Jednak to jest tak pięknie opowiedziana historia... o tym, że najważniejsi w naszym życiu są ludzie - bliscy i zupełnie przypadkowi. Bardzo ładne przesłanie - pokaż komuś, że jest ważny  te Święta. Obejrzyjcie!


MIEJSCE 6

Jedna z dwóch polskich reklam w tym zestawieniu. Nie ma szastania karpiem  i barszczem, jest motyw rodziny i kolęda w tle. A do tego ładni ludzie i tak bardzie kojarzący się z Bożym Narodzeniem motyw powrotu do domu.

 


 MIEJSCE 5

W tej reklamie uwielbiam wszystko! Dosłownie wszystko! To jest najpiękniejsze dziecinne marzenie na wyciągnięcie ręki. Miłość brata do siostry, ogromne pragnienie posiadania psa.. i czary! A to tego główna bohaterka wygląda jak ja w dzieciństwie!


 MIEJSCE 4 

Ta reklama skradła Nam serca w poprzednim roku. Wszyscy poczuliśmy się winni - samolubności. Nadal jesteśmy?


 MIEJSCE 3

Druga z polskich reklam w moim zestawieniu. Tego roczny projekt od zespołu Allegro. Zabawna i niesamowicie wzruszająca. Bez nadęcia, bez wciskania Nam prezentów - z prostym pytaniem - a Ty czego szukasz w Święta?


 MIEJSCE 2

Moje serce zmiękło pod wpływem muzyki. Jednak cała fabuła jest niezwykle urocza. Takich gości chcielibyśmy mieć w swoim domu. Obejrzałam ją jakieś 2- 3 tygodnie temu i cały czas o niej myślę. Robi klimat :)


 MIEJSCE 1

Mój hit. Scenka najprawdziwsza z prawdziwych... przecież w każdym domu jest mały festiwal prezentów :) Koniecznie obejrzyjcie do końca! Więcej nie zdradzę!

DrukujE-mail

PO CHOLERĘ WAM DWA PSY?

To jest jedno z najczęstszych, kiedy ktoś dowiaduje się, że mamy dwa czworonogi. Często nawet nie odpowiadam, tylko czekam, aż ten ktoś nas odwiedzi i przekona się sam.
Decyzja o zakupie psa determinuje życie na najbliższe 10-15 lat. Niby każdy to wie, jednak bywa różnie.
Zarówno ja, jak i Łukasz pochodzimy z domów, gdzie zwierzęta były cały czas. Dlatego było dosyć oczywiste, że piesek się u nas pojawi. Decyzja o wyborze maltańczyka podyktowana była wielkością tej rasy i faktem, ze ma włosy, a nie sierść, przez co nie uczula i nie zostawia kłaków wszęęęędzie. 

Dorosłość weryfikuje dużo wyborów. Wydawało mi się, że jestem świadoma odpowiedzialności i obowiązków wynikających z posiadania psa – przecież miałam już nie jednego. Rzeczywistość, gdy jest to tylko twój pies i nie ma do pomocy – mamy, taty, siostry, babci – może zdziwić. Zaskoczeniem nie były spacery – a częstotliwość wizyt u weterynarza, ilość niezbędnych akcesoriów, ceny karmy. Dobra - przebrnęliśmy przez pierwsze 3 miesiące, wyrobiliśmy nową rutynę. Serce skradła Nam mała puchata kulka. Rządziła Nami jak chciała, wszystko jej było można.
Problem pojawił się, gdy wyraźnie dostrzegliśmy, że Kiwi się nudzi sama w domu. Nie niszczyła mebli, nie gryzła kabli. Ona porostu była smutna. Pojawił się wiec pomysł drugiego psa. Mocno się wahałam. Łukasz nalegał, mówił, że bierze na siebie obowiązki. Liczi pojawiła się u Nas, gdy Kiwi miała 6 miesięcy. Mieliśmy więc dwa szczeniaki. Zasikana podłoga, wstawanie w nocy, problemy z jedzeniem – prawie jak małym dzieckiem. Bywały kryzysy, bywały kłótnie między Nami. Nauczyliśmy się i nauczyliśmy je podstawowych zasad po około 3 miesiącach. Teraz jest już dobrze, mamy rytm i wypracowane zasady posłuszeństwa. Nadal przerażają mnie podwojone koszty wizyty u psiego fryzjera i weterynarza, jednak podchodzę do tego rozsądnie.

Wiem, że wszyscy się z Nas śmieją. Wiem, kto postrzega nasze zwierzaki jako substytut dzieci – jednak wiem też, że gdybyście mieli w domu dwa małe maltańczyki pokochali je byście tak mocno jak my. Oczywiście, że przywiązanie do zwierzęcia w jakiś sposób zastępuje przywiązanie do ludzi. Tworzymy relacje, które w innych przypadkach opierałyby się na rodzinie. Jednak zanim dojrzejemy do decyzji o posiadaniu dzieci, łatwiej i bezpieczniej jest przećwiczyć to wszystko na mniej wrażliwych emocjonalnie istotach.

DrukujE-mail

GDZIE JEST MOJE ZEN?

Gdyby ktoś mnie spytał, w czym jestem naprawę dobra, bez wahania odpowiedziałabym, że w początkach. Od roku nie robię nic innego, jak zaczynam od nowa. Swoje życie, swoją pracę.
Gdy nadchodzi pomysł i uda mi się szybko stworzyć plan jego realizacji… jest sukces. Czuję się wówczas zen. Spełniona, jak słońce o poranku, które czuje, że jego sens to wschody. Energia początku nosi mnie, daje dumę i siłę. W swojej głowie jestem już mistrzynią tego nowego, artystką spełnioną. Łapie mnie myśl, że pod moim oknem powinno stać kilku paparazzi i robić zdjęcie mojej idealnej postaci realizującej nowe ja.

Od nowa zaczynam pisanie tego tekstu po raz piąty. Od nowa zaczynam książkę, którą już przeczytałam. Od nowa zaczynam szukanie pracy idealnej. Od nowa zaczynam naukę jogi. Od nowa zaczynam zdrowe odżywanie. Od nowa zaczynam dietę. Od nowa zaczynam przyjaźnie.

A potem mi się odechciewa. Odchodzi sukces, wracają wątpliwości. Nie ma zen i nie ma paparazzi. Jest ogromne zwątpienie i rezygnacja – czy znów chybiłam.
Z każdą taką próbą poddaję się jakby mocniej. Mniejszy jest entuzjazm i mniej we mnie wiary w swoje możliwości. Ile można ufać sobie, gdy wiadomo, że będzie rozczarowanie? Zanim po raz setny w tym roku machnę ręką na swoje zasady, powtórzę głośno i wyraźnie - nie poddam się łatwo.

Od słów do realizacji – mam nowy cel.

DrukujE-mail